Nie musisz być silna codziennie
Wrzesień zawsze był dla mnie takim małym „nowym rokiem”. Bez fajerwerków i hucznego odliczania, ale z czymś, co czuję w środku – świeżym powietrzem, innym światłem, obietnicą, że można zacząć od nowa. Może to echo szkolnych lat, może rytm natury, w której wszystko powoli wyhamowuje, żeby nabrać sił.
Przez wiele lat zaczynałam ten mój „wewnętrzny nowy rok” jak maraton – listą zadań, które miały udowodnić, że dam radę wszystko. Działałam jak żołnierz w pełnej gotowości: spięte ramiona, uśmiech i żadnego „nie”. A w środku? Cisza. I zmęczenie, które czuć aż w kościach.
Bo przecież trzeba być silną. Ogarniać dom, dzieci, pracę, relacje. Mieć plan, cel, rozwijać się, nie narzekać. Być tą, na którą można liczyć.
A kto może liczyć na Ciebie? Ty sama?
Prawda jest taka, że nie musisz być silna codziennie. I odkąd to wiem, coś we mnie się rozluźniło.
Możesz mieć dzień, w którym nie chcesz iść na to spotkanie (fak, tak, to pewnie czasem zależy na jakie
). W którym odwołasz plan, bo potrzebujesz ciszy. W którym pozwolisz sobie usiąść z książką (lub z tym, co kto tam lubi) i poczuć, jak ciało powoli oddycha.
Tak, są dni, kiedy trzeba się spiąć i dowieźć – bo życie tego wymaga. Ale jeśli każdy dzień jest taki, to w końcu nie będziesz miała już czego dowozić. Siła, którą pokazujemy światu, często rodzi się w chwilach, kiedy pozwalamy sobie na słabość.
Niech ten wrzesień będzie początkiem roku, w którym pozwolisz sobie być cała – nie tylko w wersji „ogarniętej” i „silnej”. Bądź też sobą zmęczoną, sobą, która mówi „nie chce mi się” i nie tłumaczy się z tego.
Bo może największym prezentem, jaki możesz sobie dać na początek tego roku, jest łagodność.
Pytanie/zadanie:
Zatrzymaj się dziś na chwilę i zapytaj siebie:
„Co by się stało, gdybym dziś nie była silna?”.
Wypisz trzy rzeczy, które mogłabyś odpuścić – i odpuść jedną z nich.
Dobrego tygodnia dla Was 