Zmęczenie, którego nie widać
Dbaj o siebie zanim wypalisz się na dobre
Pierwsze dni jesieni. Złote liście, kubki z herbatą, zapach dyniowych świec… A w środku – niewidzialne zmęczenie, które nie ma nic wspólnego z porą roku.
To zmęczenie, którego nie widać w kalendarzu.
Nie bierze się z biegania maratonów, tylko z ciągłego „ogarniam”. Z bycia tą, która pamięta o wszystkim, wspiera wszystkich i rozwiązuje problemy zanim ktokolwiek zdąży zauważyć, że istnieją.
Czasem można się w tym zmęczeniu tak dobrze schować, że nawet bliscy nie zauważą, że potrzebujesz odpoczynku. A Ty sama mówisz sobie: „Jeszcze trochę wytrzymam”.
I czasem to „jeszcze trochę” jest potrzebne — bo życie ma takie momenty, że trzeba się spiąć. Ale jeśli z tego „jeszcze trochę” robi się codzienność, to ciało i głowa w końcu zatrzymają Cię na siłę.
Może więc ten początek jesieni to dobry moment, by w kalendarzu, obok spotkań i terminów, wpisać czas na nic.
Odpoczynek to nie nagroda za to, że wszystko zrobiłaś. To paliwo, dzięki któremu możesz działać wtedy, gdy naprawdę trzeba.
Pytanie/zadanie:
Wyznacz w tym tygodniu minimum jedną godzinę na „nic”. Zapisz ją w kalendarzu jak ważne spotkanie. Potraktuj ją poważnie.