Ciało nie jest dodatkiem do psychiki.
Ciało jest psychiką – tylko zapisaną w innym języku: napięciem, ściśnięciem, bezsennością, przyspieszonym biciem serca, zawieszonym oddechem. I nie robi tego, żeby nam utrudnić życie, tylko żeby nas chronić.
Tak długo ja traktujemy ciało jak przeszkodę („nie stresuj się”, „wyluzuj”, „przestań myśleć”), nie widzimy, że ono nie jest źródłem problemu, tylko źródłem informacji.
Napięcie nie mówi: „jesteś słaba”. Mówi: „coś jest trudne”. Bezsenność nie mówi: „nie umiesz spać”. Mówi: „jest za dużo”. Spłycony oddech nie mówi: „jesteś spięta”. Mówi: „potrzebuję się zatrzymać”.
Dla wielu osób zetknięcie z ciałem jest trudniejsze niż konfrontacja z myślami. Bo myśli można przegadać, usprawiedliwić, poukładać tak, żeby zostało „po staremu”.
Ciało nie racjonalizuje – ono pokazuje. I bardzo często pokazuje coś, czego głowa jeszcze nie chce powiedzieć na głos.
Dlatego regulacja emocji nie zaczyna się od „weź głęboki oddech”. Zaczyna się od zauważenia, co dzieje się w ciele – zanim cokolwiek zrobisz. To jest moment uczciwości wobec siebie.
Ciało pamięta sytuacje, które były zbyt szybkie, zbyt intensywne, zbyt samotne, zbyt odpowiedzialne. Zapisuje to, czego nie dało się wtedy nazwać. I nie pyta, czy to dobry moment, żeby się tym zająć.
Kontakt z ciałem to czasem pierwszy krok do tego, żeby znów zacząć być przy sobie, a nie obok siebie.
Mini-refleksja:
Zauważ dziś jedno napięcie w ciele i nazwij je jednym słowem (np. „ścisk”, „pęd”, „strach”, „zamrożenie”). Nie zmieniaj – tylko nazwij.
Pytanie:
Co Twoje ciało próbuje Ci dzisiaj powiedzieć, zanim głowa zabierze głos?